poniedziałek, 9 stycznia 2012
Sklep chwil
kupujcie bierzcie
tu i teraz
tanio szybko
chwytajcie pożyczki
moich uczuć i emocji
zadłużajcie się we mnie
i oddajcie swoje marzenia
Dajcie małe druczki
zapewnienia wypłacalności
doczesnych istnień waszych
A ja
wam się sprzedam
rozrzucę
pliczki wrażeń
wzruszeń inspiracji
szczęścia fascynacji
będzie wam i mnie wspaniale
bo nie śmiem nawet
prosić o odsetki
czy też zwrot
wyrżniętych z życiorysu wspomnień
Na wynos smakujcie
rozgryzając uważnie
zbyt duże kawałki
stać się mogą przyczyną
zgonu
niewypłacalności.
niedziela, 8 stycznia 2012
trochę w tyle
Chociaż trochę w tyle
i dalej nie nadążam
Wciąż dopiero zagrzewam
niezdarnie trenuję życie
to nie martwię się
Wszystko w końcu płynie
swoim miarowym spokojnym rytmem
może wciąż ciut za szybkim
zbyt dynamicznym barwnym
obwitym w nowe smaki
to nie martwię się
a nawet jeśli
wciąż tli się bojaźń
że to wszystko to za długi
za dobry długi sen
to nie martwię się
Tak jak dla najmłodszych
prawdziwy jest Św Mikołaj
tak dla tych pogubionych
niepochlebców rzeczywistości
prawdziwy jest spokój
i przejmujące poczucie szczęścia
bądź i Ty szczęśliwa
najmniejsza Istoto
a może los uczyni Cię
symbolem nowego rozdziału
Nową księgo kolejnych
tak nierealnych szczęśliwości
których wciąż nie rozumiem
o to
nie martwię się wcale.
i dalej nie nadążam
Wciąż dopiero zagrzewam
niezdarnie trenuję życie
to nie martwię się
Wszystko w końcu płynie
swoim miarowym spokojnym rytmem
może wciąż ciut za szybkim
zbyt dynamicznym barwnym
obwitym w nowe smaki
to nie martwię się
a nawet jeśli
wciąż tli się bojaźń
że to wszystko to za długi
za dobry długi sen
to nie martwię się
Tak jak dla najmłodszych
prawdziwy jest Św Mikołaj
tak dla tych pogubionych
niepochlebców rzeczywistości
prawdziwy jest spokój
i przejmujące poczucie szczęścia
bądź i Ty szczęśliwa
najmniejsza Istoto
a może los uczyni Cię
symbolem nowego rozdziału
Nową księgo kolejnych
tak nierealnych szczęśliwości
których wciąż nie rozumiem
o to
nie martwię się wcale.
czwartek, 5 stycznia 2012
This is my religion
Wszystko co piszę jest wynikiem pewnych przekonań. Wokół własnych wierzeń rozgrywam starcia kultury, ludzi i mnie samego. Jestem zwolennikiem tezy, iż należy w coś wierzyć - oby tylko nie było to byle coś. To dość trudne, otworzyć się, zebrać myśli w jedno i opisać podstawę swojego umysłu. Postaram się przedstawić Wam swoją autorską i indywidualną wizję fundamentalnych praw ducha. To, że jest autorska nie znaczy, że uważam ją za unikatową, chociaż dla mnie osobiście taka jest - wszystko co przeczytacie poniżej do efekt głębszych przeżyć i owoce niekończących się pytań.
Wierzę w nieskończoność i wieczność we wszystkich wymiarach. Każdy atom to Wszechświat, każdy Wszechświat to atom. Coś na zasadzie dwóch luster naprzeciw siebie i nieskończonego odbicia.
Wierzę w równowagę we wszystkich możliwych płaszczyznach materii i życia, wszystko co boskie do niej dąży - zaczynając od mnie osobiście niezrozumiałych praw natury po kolej "złych" i "dobrych" dni.
Stąd też wiara w sprawiedliwość - dalekosiężnie patrząc można ją dostrzec. Gdzieś musi być głód, aby gdzie indziej panowało obżarstwo. Ktoś traci, gdy inny zyskuje (proszę nie zniżajcie tej myśli do pieniędzy).
W końcu, wierzę w Zamysł, Energię, Myśl, Siłę Sprawczą - jak tylko mogę uciekam od gwałconego przez ludzi słowa "Bóg", który w dodatku jest "Panem" (najlepiej z siwą brodą, pośród aniołków i chmurek siedzi na złotym tronie tuż za złotą bramą). Na jego obraz stworzeni nie dotyczy zupełnie materialnych kwestii wyglądu. Bóg zamyka się dla mnie w dwóch abstrakcyjnych (nienamacalnych i niewyobrażalnych) pojęciach: Moc i Myśl. Tak jak Zamysł mamy Moc tworzenia i Myśl abstrakcyjną.
Wyznając powyższe, własne odczucie Boga, wierzę również w siebie - Siła Sprawcza, Energia, Moc jest we mnie. Jest i zawsze będzie. Gdy czegoś pragnę, nie potrzebuję klękać i modlić się do symboli. Wystarczy drobne przypomnienie sobie o cząstce Zamysłu w człowieku, aby poczuć bezpieczeństwo i spokój w świecie tak szczegółowych, w gruncie bzdurnych spraw w obliczu nieskończoności. Czucie tej malutkiej więzi z Absolutem wymazuje strach "o jutro".
Prócz tego podoba mi się idea Karmy (dlatego też mam zamiar skończyć z mięsem).
Nie mam nic przeciwko istniejącym wiarom, jednak uważam, że zbyt mały nacisk kładzie się na właściwe wytłumaczenie symboliki w nich zawartych. Prawdy Biblijne są bardzo uniwersalne i w 99.9% je popieram., nie podoba mi się jednak bierność w wyznawaniu ich przez większość wierzących. Wiara zabudowana strachem o stawianie głębszych pytań. W moim mniemaniu aby dojść do prawdziwego odczuwania wiary, trzeba wcześniej odrzucić wszystko, otworzyć szeroko oczy i uważnie obserwować, nieustannie zalewając swój umysł pytaniami. Nic z zewnątrz nie ma możliwości udowodnienia nam istnienia czegokolwiek metafizycznego. To powinno rodzić się samo, wykluwać z wnętrza, a nie być w człowieku sadzone przez instytucje. Oburza mnie precedens "wychowywania w wierze". To totalna głupota i pranie mózgu dzieci, których umysły są najczystsze i najowocniejsze. To z takiego "wychowania" powstają malutcy a potem groźni fanatycy, którym kochający rodzice odebrali możność samodzielnego budowania sfery sacrum. Zamiast tego wlepili schemat, niekoniecznie pasujący, a co gorsza - zamykający drogę egzystencjalnej refleksji.
Mamy XXI wiek, latamy na księżyc, a nie jesteśmy w stanie wyjść w kwestii wiary poza starożytną, męczoną przez średniowiecze, aż do dziś symbolikę. Kłócimy się o słowa: Bóg, czy Allach; Jezus, czy Mahomet. Jakie to ma znaczenie? Mój Zamysł podpowiada mi, że nie ma żadnego.
Wierzę w nieskończoność i wieczność we wszystkich wymiarach. Każdy atom to Wszechświat, każdy Wszechświat to atom. Coś na zasadzie dwóch luster naprzeciw siebie i nieskończonego odbicia.
Wierzę w równowagę we wszystkich możliwych płaszczyznach materii i życia, wszystko co boskie do niej dąży - zaczynając od mnie osobiście niezrozumiałych praw natury po kolej "złych" i "dobrych" dni.
Stąd też wiara w sprawiedliwość - dalekosiężnie patrząc można ją dostrzec. Gdzieś musi być głód, aby gdzie indziej panowało obżarstwo. Ktoś traci, gdy inny zyskuje (proszę nie zniżajcie tej myśli do pieniędzy).
W końcu, wierzę w Zamysł, Energię, Myśl, Siłę Sprawczą - jak tylko mogę uciekam od gwałconego przez ludzi słowa "Bóg", który w dodatku jest "Panem" (najlepiej z siwą brodą, pośród aniołków i chmurek siedzi na złotym tronie tuż za złotą bramą). Na jego obraz stworzeni nie dotyczy zupełnie materialnych kwestii wyglądu. Bóg zamyka się dla mnie w dwóch abstrakcyjnych (nienamacalnych i niewyobrażalnych) pojęciach: Moc i Myśl. Tak jak Zamysł mamy Moc tworzenia i Myśl abstrakcyjną.
Wyznając powyższe, własne odczucie Boga, wierzę również w siebie - Siła Sprawcza, Energia, Moc jest we mnie. Jest i zawsze będzie. Gdy czegoś pragnę, nie potrzebuję klękać i modlić się do symboli. Wystarczy drobne przypomnienie sobie o cząstce Zamysłu w człowieku, aby poczuć bezpieczeństwo i spokój w świecie tak szczegółowych, w gruncie bzdurnych spraw w obliczu nieskończoności. Czucie tej malutkiej więzi z Absolutem wymazuje strach "o jutro".
Prócz tego podoba mi się idea Karmy (dlatego też mam zamiar skończyć z mięsem).
Nie mam nic przeciwko istniejącym wiarom, jednak uważam, że zbyt mały nacisk kładzie się na właściwe wytłumaczenie symboliki w nich zawartych. Prawdy Biblijne są bardzo uniwersalne i w 99.9% je popieram., nie podoba mi się jednak bierność w wyznawaniu ich przez większość wierzących. Wiara zabudowana strachem o stawianie głębszych pytań. W moim mniemaniu aby dojść do prawdziwego odczuwania wiary, trzeba wcześniej odrzucić wszystko, otworzyć szeroko oczy i uważnie obserwować, nieustannie zalewając swój umysł pytaniami. Nic z zewnątrz nie ma możliwości udowodnienia nam istnienia czegokolwiek metafizycznego. To powinno rodzić się samo, wykluwać z wnętrza, a nie być w człowieku sadzone przez instytucje. Oburza mnie precedens "wychowywania w wierze". To totalna głupota i pranie mózgu dzieci, których umysły są najczystsze i najowocniejsze. To z takiego "wychowania" powstają malutcy a potem groźni fanatycy, którym kochający rodzice odebrali możność samodzielnego budowania sfery sacrum. Zamiast tego wlepili schemat, niekoniecznie pasujący, a co gorsza - zamykający drogę egzystencjalnej refleksji.
Mamy XXI wiek, latamy na księżyc, a nie jesteśmy w stanie wyjść w kwestii wiary poza starożytną, męczoną przez średniowiecze, aż do dziś symbolikę. Kłócimy się o słowa: Bóg, czy Allach; Jezus, czy Mahomet. Jakie to ma znaczenie? Mój Zamysł podpowiada mi, że nie ma żadnego.
czwartek, 15 grudnia 2011
Desert close to desire
365 dni
zaczyna kąsać
sam fakt, że
mijając zostawiły mnie
w tyle
widzę jak czas ucieka
gdzieś na horyzoncie
rozsądek nakazuje
nie spuszczać go z oczu
a nogi ociężale przedzierają się
przez wodorosty wspomnień
sporo piachu rzuciłeś mi w oczy
przy każdym mrugnięciu wysypuje się
pod spętane stopy
Stałem się więc pustelnikiem
Ale tu pusto i cicho
bezradośnie i wcale tragicznie
Czas ucieka
widzę go na horyzoncie
z lotu ptaka
z widokowej mej pustyni
Zabrały cię sekundy
porwały jako zakładnika
nie zapłacę
bo nie warto i minęło
Te zbiegłe dni miesiące
to moi wybawcy
I źle im się odpłacam
jeśli zdarzy mi się zauważyć
że nie pamiętam
jaką nosiłeś torbę.
zaczyna kąsać
sam fakt, że
mijając zostawiły mnie
w tyle
widzę jak czas ucieka
gdzieś na horyzoncie
rozsądek nakazuje
nie spuszczać go z oczu
a nogi ociężale przedzierają się
przez wodorosty wspomnień
sporo piachu rzuciłeś mi w oczy
przy każdym mrugnięciu wysypuje się
pod spętane stopy
Stałem się więc pustelnikiem
Ale tu pusto i cicho
bezradośnie i wcale tragicznie
Czas ucieka
widzę go na horyzoncie
z lotu ptaka
z widokowej mej pustyni
Zabrały cię sekundy
porwały jako zakładnika
nie zapłacę
bo nie warto i minęło
Te zbiegłe dni miesiące
to moi wybawcy
I źle im się odpłacam
jeśli zdarzy mi się zauważyć
że nie pamiętam
jaką nosiłeś torbę.
piątek, 9 grudnia 2011
Monolog Doriana
To nie tak, że ja nie myślę. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli, to nie tak, że silę się na dojrzałość. Ja wiem, że myślę więcej i bardziej, a przez dojrzałość zdaję sobie sprawę , że tak jak ja teraz przedstawiam się wam, tak przedstawią się inni. Ludzie tego miejsca, moi przyjaciele, tak samo jak ja, przekonani o tym, że myślą - dojrzale myślą. Nikt jednak nie nazwie tego, co nazywam ja, nie przyzna się nieprzymuszenie do słabości i błędów. Ja, w epoce wyjebizmu, wszystko wam powiem, bez tajemnic... w końcu, brak tabu jest takie popularne.
niedziela, 4 grudnia 2011
She loved cute cats
Była sobie. Taka... o, sobie była. Znaliśmy się kiedyś. Wtedy się znaliśmy. Rozmawialiśmy, wspólnie cieszyliśmy. Miło upływały chwile. Na tym wspólnym etapie. Póki nikt nikomu nie miał nic do zarzucenia. Jednak stało się wreszcie. Słodka istota, zaczęła wystawiać pazurki zza miękkich łapek. Dziwnie przestała słuchać rad, które wcześniej tak ją wciągały i istniały coraz bardziej w jej życiu. Póki egzystowała w przekonaniu, że sama jest idealna w złym świecie, było dobrze. Sprawa zaczęła się zaostrzać, gdy mówiłem uroczej istocie, o fałszu i gnuśności jej upodobania do samej siebie. Sądziłem, że rozumie, ona sprawiała wrażenie słuchającej i poważającej słowa osoby, która myśli, iż coś znaczy w życiu urokliwości w samej sobie. Działo się inaczej niż sądziłem. Nasza cudowność sprytnie i początkowo zupełnie niezauważanie, zaczęła oddalać się, zapierała się przed każdym słowem osoby, która wciąż chciała w nią wierzyć. Chciałem wierzyć, że potrafi, że gdy mówi, iż rozumie, to tak jest w istocie. Oj, jak bardzo się myliłem.
Jest sobie. Taka... o, sobie jest. Nie znam jej już. Nie rozmawiamy. Raczej rzucamy komunikatami werbalnymi. Próbowałem, cokolwiek zdziałać. Ona sobie jest dalej, sama dla siebie. Cudowność sama w sobie, cudowności tworząca. Sama przez się mianowana sztuką. Sama sobie hołdująca. Swoją prawdą żyjąca. I właściwie nie powinno mnie to boleć, gdy sam mogę sprawiać wrażenie zachowującego się podobnie. ALE! [bitch please!] Ja, sam sobie, sam dla siebie, sam w sobie byłem zawsze. Z właściwym do tego dystansem. Wynikało to też samo z siebie, bez zupełnie powierzchownych czynników, jak w wypadku naszej wspaniałości. Nic jej nie zarzucam. Prócz kilku spraw. No 1 - Nie widzisz kochanie jak fałszywe są Twoje zachwyty, śmiechy, smutki, dyskusje, przemyślenia (o ile istnieją jakiekolwiek). No 2 - przejedziesz się kiedyś, przejedzie i to równo, tym bardziej, jeśli już teraz nie dostrzegasz początku swojego końca i autodestrukcji pod publikę. No 3 - to do mnie nie podobne, tego typu prawie nienawiść, co świadczy tylko o tym, że naprawdę ma swoje podstawy. No 4 - będzie sama dla siebie, będziesz sama bardziej niż myślisz, bardziej sama niż definicja samotności w Twojej malutkiej, słodziutkiej główce. No 5 - straciłaś jakąkolwiek nadziej, co do swojej osóbki w moich oczach i jesteś wybitnym, nielicznym przypadkiem przekreślania ludzi. No 6 - przykro mi bardzo droga Sztuko Sztuk, ale to, co napisane nieodwracalne. Z mojej strony nawet nie nic, ale pusty i nic nie znaczący ... .
Jest sobie. Taka... o, sobie jest. Nie znam jej już. Nie rozmawiamy. Raczej rzucamy komunikatami werbalnymi. Próbowałem, cokolwiek zdziałać. Ona sobie jest dalej, sama dla siebie. Cudowność sama w sobie, cudowności tworząca. Sama przez się mianowana sztuką. Sama sobie hołdująca. Swoją prawdą żyjąca. I właściwie nie powinno mnie to boleć, gdy sam mogę sprawiać wrażenie zachowującego się podobnie. ALE! [bitch please!] Ja, sam sobie, sam dla siebie, sam w sobie byłem zawsze. Z właściwym do tego dystansem. Wynikało to też samo z siebie, bez zupełnie powierzchownych czynników, jak w wypadku naszej wspaniałości. Nic jej nie zarzucam. Prócz kilku spraw. No 1 - Nie widzisz kochanie jak fałszywe są Twoje zachwyty, śmiechy, smutki, dyskusje, przemyślenia (o ile istnieją jakiekolwiek). No 2 - przejedziesz się kiedyś, przejedzie i to równo, tym bardziej, jeśli już teraz nie dostrzegasz początku swojego końca i autodestrukcji pod publikę. No 3 - to do mnie nie podobne, tego typu prawie nienawiść, co świadczy tylko o tym, że naprawdę ma swoje podstawy. No 4 - będzie sama dla siebie, będziesz sama bardziej niż myślisz, bardziej sama niż definicja samotności w Twojej malutkiej, słodziutkiej główce. No 5 - straciłaś jakąkolwiek nadziej, co do swojej osóbki w moich oczach i jesteś wybitnym, nielicznym przypadkiem przekreślania ludzi. No 6 - przykro mi bardzo droga Sztuko Sztuk, ale to, co napisane nieodwracalne. Z mojej strony nawet nie nic, ale pusty i nic nie znaczący ... .
piątek, 2 grudnia 2011
Ławica
Kiedyś nas zaleją
w swoim nieprzerwanym ciśnieniu
starych fluidów i cząstek agresji
rozerwą podziurawią skruszą
wszelką napotkaną materię
przekalkują bezwład swój
zbezczeszczą przestrzeń
stawiając pomnik i
próżne sześciany
na klucz jak umysły
Nam zostaje plumkać
kapać często łzą
doskonalić skały
rozdrabniać czasowość
przestrzenność bezdna
pustkę bez skazy
bez rynny dachówki
i rycerza z tablicą
Złamią nas
nim pąki wykwitną
w próżnym kierunku
uderzymy twardo
o bruk chodnik aleję
i porwie nas ławica
taniego tuńczyka hodowlanego
zdyszanych karpi
wąsatych sumów
i ślicznych łososi.
w swoim nieprzerwanym ciśnieniu
starych fluidów i cząstek agresji
rozerwą podziurawią skruszą
wszelką napotkaną materię
przekalkują bezwład swój
zbezczeszczą przestrzeń
stawiając pomnik i
próżne sześciany
na klucz jak umysły
Nam zostaje plumkać
kapać często łzą
doskonalić skały
rozdrabniać czasowość
przestrzenność bezdna
pustkę bez skazy
bez rynny dachówki
i rycerza z tablicą
Złamią nas
nim pąki wykwitną
w próżnym kierunku
uderzymy twardo
o bruk chodnik aleję
i porwie nas ławica
taniego tuńczyka hodowlanego
zdyszanych karpi
wąsatych sumów
i ślicznych łososi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)